



sobota, 12 lipica 2008 23:53:17
komentarze [1]
.
.
Przeskrobał dla was Yoni
poniedziałek, 28 stycznia 2008 00:19:21
komentarze [2]
Home sweet home
Dwie sprawy na poczatek, a moze i wiecej:
- lider Akatsuki to nie Yandaime
- Yondaime nazywa sie NAmikaze (nazwisko) Minato (imie) a naruciak ma nazwisko po matce- Uzumaki Kushina
to z najnowszych chapterow
nie bede zmieniac imienia we wszystkich notach teraz bo 'sie posram niz to zrobie'
ale blisko bylam, Arashii znaczy to samo co Namikaze tylko inaczej odczytane znaczki
ponoc nota jest slaba, no ja sama nie wiem,s taralam sie, jest znowu niestety czesciowo autobiograficzna, ale moze przez to ciekawsza bedzie
Dzień 1
Dom się spalił. Co przetrwało, to uciekło za ocean w nadziei na lepsze życie. Postawiliśmy już fundamenty i troche ścian, po całym dniu pracy należał nam się jakiś fajrant. Ja i Orochimaru robiliśmy sobie maraton filmów z Johnnym Deppem, stwierdziliśmy że popcorn by się przydał. Jiraiya próbował domyć się ze smoły benzyną po ostatnim linczu w onsenie. Tsunade chciała nagrzać sobie wałki. Tylko, że po ostatnim został nam jeden garnek. Oro z twarzą boskiego0 Johnny'ego przyklejona do siatkówki, Tsunade wykuta "procentów i promili" na blachę, Jiraiya z nieco przysmolonym obrazem... jeden garnek, popcorn, ciężkie wałki z metalowymi kulkami w środku żeby się szybciej grzały , benzyna, ogień. Wężuś zdażył zasłonic Johnny'ego własnym ciałem.
Dzień 2
Dzisiaj mieli położyć panele. Ale Tsunade musiała miec koniecznie takie z drewna hebanowego z Afryki. Skończyło się w sądzie przez durny aneks umowy, że "strony nie ponoszą odpowiedzialności za straty wywołąne działanością Boga". Chodzi rzecz jasna o "siłę wyższą", ale Afrykańczycy wzieli to dosłownie. Sędzia został zmuszony przyjąć ich wersje, że Tsunade złożyła morzu ofiarę w postaci Perwersa aby wywołać tamten wir wodny, i teraz kłóci się o istenienie/ nie istenienie Boga w celu wyłudzenia ubezpieczenia. Nie dlatego, że byli świadkowie lotu Jiraiyi w wielu miejsach od kraju ognia do kraju fal, ale dlatego, ze to brzmiało lepiej niż teoria jej obrońcy, Orochimaru, który upierał się, żę "sprzedający obraził bóśtwo mórz swoimi zniszczonymi od słońca końcówkami". Nie zapomniał wspomnieć jak to reklamowana przez niego odzywka pomogłaby udobróchać zgorszonego opiekuna mórz i oceanów. Poza tym przez moment odniosłem wrażenie, żę sędzia zamiast słuchać obrony czytał na kolanach Icha Icha. Chyba osoba "ofiary" ostatecznie zaważyła na losach rozprawy.
Dzień 3
- Przypatrz się uważnie temu kapeluszowi!!!- grzmiał zza stołu Czcigłodny Hokage wskazując na znak ognia- Czy tu jest napisane "KAFELKARZ"???!!! Jestem do stu tysięcy świerszczyków HOKAGE!! Hokage, który to w XXXX roku samodzielnie... blah blah blah... pośród nieprzyjacioł uzbrojonych w gumowe kaczuszki... niach niach... zupełnie sam, w tym mrocznym lesie, rzucony na pastwę mlekołakom ... odbiłem ksiecia z rąk Tinky'ego winky'ego i uratowałem globalny pokój...
- dobra, to chociaż pożycz troche makulatury pod panele...- zaproponowałem niby od niechcenia
- NIE DOTYKAJ TEGO!!- rzucił się w kierunku jakichś map wojskowych i raportów wywiadu
Dień 4
Jiraiya rozmawiał podczas malowania ścian z Oro leżącym obok niego na leżaku. Zarobił pare wałków i popcornu, ale nic mu nie będzie. Tylko na razie nie może nam pomagać
- mówi ci taka, że jest chętna...
- mmmmhmm- przytaknął ze zrozumieniem Oro
- w cyckach sylikon...
szor szor
- a w majtkach zonk!- żalił się dalej Perwers
- no... bez kitu... - potwierdził Pocahontas puszczając na wiatr swoje piękne włosy wytrenowanym ruchem ręki.
Sandałme udawał że nas obserwuje spod wojskowych papierów. Rozwalił sie na Hamaku obok Dana, który cały dzień sie opalał. Co było tylko wymówką by pokazać swoje przyklejone blizny, namalowane markerem i ketchupem stare rany. Czego to on nie wymyśli, żeby tylko pokazać swoją wyższość nad Oro wobec Tsunade.
- Kuuurde... hhh... krzywa ta podłoga- dyszał Perwers
- Trza by wyrównac gazetami- podpowiedział Oro
- Mały, daj no jakieś gazety!
Dzień 5
- JAK TO POŁOŻYLIŚCIE PLANY INWAZJI NA SUNA GAKURE POD PANELAMI!!!!!
Noc 6
- I jak wam idzie?- spytała mnie Anko patrząc na mnie z odległości za jakiej najchętniej patrzy pies na kiełbasę.
- Niby dobrze, ale nie wiem jak długo to postoi... chyba będę tu musiał spędzić jeszcze pare dni. *evil grin*
Anko bunkorwała mnie u siebie w domu. Leżeliśmy sobie na jej łózku, noc była zbyt gorąca, żeby zasnać.
Dzień 6
- HYP! Dzieeee.... mojaaa aaaa maślankaaaa.... - Tsunade na ostrym kacu poszukiwała desperacko maślanki na rusztowaniu dachu
Tymczasem Dan smarował nią spieczone na słońcu nogi. Nie posmarował sie wtedy niczym z filtrem w obawie, że marker zejdzie. Kiedy już Tsuni zleciała z rusztowania prosto na Dana, runęło pare pobliskich ścian.
Oro postanowił upichcić pachnidło z najseksowniejszyh facetów świata. Pamiętacie tę reklamę AXE?
Kurde jak to tak dalej pójdzie to my nigdy nie skończymy tego domu
Przeskrobał dla was Yoni
wtorek, 4 września 2007 00:04:29
komentarze [5]
Ha! a jednak Yondaime jest ojcem Naruto :D
chpt. 367
Przeskrobał dla was Yoni
czwartek, 23 sierpnia 2007 17:11:03
komentarze [4]
Robi się coraz gorzej
-Patrz mały jak się to robi
Ah Ten Styl... ta gracja... ta perfekcja z jaką on to robi....
TRACH- Oruś rozwalilł mi gliniany garnek na głowie
- HYhyhyhyhy- smialiśmy się do siebie jak buraki
- Masz, teraz ty spróbuj
Trach- rozbiłem garnek o jego zęby, nie trafiłem w głowę, wszytsko się nie-e-co kręciło
- buehuehue
Oro podał mi jeszcze jeden garnek
- Mas, psecficz to
Trach
- Aj nhie thak, pofatz- trzask- Oro poprawił na mnie
- O-o-ooo taak?- gruch
- Dofładnie thak- grzmot
- Hej! Co te głupki znowu wyprawiaja!- Tsunade krzykneła z okna kuchni,
odrywając sie od gotowania
Ocknąłem się na kanapie w salonie Tsunade, z zabandażowana głową.
Słyszałęm głosy Oro i Tsuni z góry, pewnie zajmowałą sie jego zębami.
- Hehehe i wtedy ja mu to... a on mi to...
- heheheeh
Wydawali dobrze sie bawić.
- Cześć Arashii- Dan wszedł do domu- Widziaęłś gdzieś Tsuande?
- Bawi sie z Orochimaru w doktora na piętrze
- COOOOO??
Dan siegnął po siekierę, i zaczął cicho wchodzić po schodach. Ja grzecznie
siedziałem wsuwajac kanapkę przed telewizorem. Jakieś kultowe romansidło leciało. No wiecie to w którym ona ma nieślubne dziecko, ale jej wąż o tym nie wie, no i ona sama jest dzieckiem tej siostry cioctki babci swojego kuzyna ze strony ojca, ktora pracuje jako slużaca w domu jej rywalki. Ale... Trzeba wykorzystywać wiedzę. Zanim Dan oszedł do schodów oberwał po głowie żyrandolem w kaczuszki. Stoczył się ciężko po schodach razem ze
swoją siekierą.
- Spadówa...
Nadałem mu odpowiedni wektor i przyłożyłem siłę w odpowiednim miejscu
pomiedzy nogami a plecami. Nic prostszego. Kanapa, kanapka, telewizorek, meczyk.
Czułem się jakby czegos brakowało. Autorce twórczej inwencji na dalszą
część notki? Też, ale mniejsza o to. zaczęłem rozmyslać nad tym co tym
razem w swięta pojdzie nie tak. Jak ostatnio. Ani się człowiek obejrzy a
tu kolejne swieta. Wypadałoby jakieś prezenty kupić albo co. Skąd ja wezme kasę. Jiraiya na misji w przyrodoznawczej. Zbyt szybko nie wróci,
zwłaszcza że od długości i szczegółowowści jego raportu (zwłaszcza
dotyczącego przenikania co jest po damskiej stronie onsenu) zależy czy
dostanie następna taką misje. W końcu to kluczowe dla istnienia osady
wiedzieć ile centymetrów, czasem metrów, tapety się stosuje w danym
sezonie.
Dobra, czyli trzeba iść do roboty. Jakiej? Pilnować dzieci to ja już nie
bedę. Niech sobie zatrudnią do tego jakichś amerykanów, oni są
niezniszczalni, wiem, widziałem na filmach, jeden amerykanin to potrafił
uratować całą ludzkość mając do dyspozycji jedynie paczkę zapałek i ketchup...
*** Biuro Hokage ***
- Chce misję
Spadł z krzesła na pluszowy dywan. Zapobiegawczy dziad.
- Nie skończyłeś akademii!!- chwytał się czego mógł
- Wiesz gdzie mi to zwisa i powiewa?
- Głupi jesteś?
- Jak rolka papieru.
- Proszę cię! Na honor ojczyzny! Na miłość do matki! Na ramen! Poza tym
jest wojna. Jedna nam starczy, po co wywoływac drugą!
- Misję bo ci zaraz pokażę jak bardzo nie lubię niejednoznacznych zdjęć
Tsunade chowanych w klapie w suficie.
*blady strach/skąd on wie"
- Albo doobra... pójde na kompromis... *diabelski uśmiech*
- Oh dzięki ci chłopcze...
- Płać
- ?
- Misja albo płać, jak inaczej mam zarobić na święta,
- Eeeeh.... (wydałem ostatnią forsę, żeby wysłać Jiraiyę na tę jego misję)
No dobra... Co my tu mamy...
*** pare godzin później ***
- Tygrys umyty, łącznie z zębami i przełykiem, niedźwiedź wyprowadzony,
sweter dla słonia udziergany, lina do bungee przetestowana (osobiście)
- I jak?
- Wadliwa...
- Raport na temat czystości damskich toalet wykonany i przepisany na
czysto, już nie ma na nim śladów krwi (co one noszą w tych torebkach)
- Mhm...
- Książki w książnicy państwowej... ponaprawiane... i odkurzone. Zupki o
smaku zupki nie mające z zupką nic wspolnego, ze Stonki, posmakowane... Niejadalne.
- Chcesz jeszcze jakąś misję?
- Nie... dzięki....
- Masz tu swoje wynagrodzenie. Niestety musiałem ci potrącić za zerwaną
linę do bungee. I za ten basen.
- Co?? Ale przecież...
- Nic na to nie poradze
*** Moja piwnica, kocioł ***
Nadal za mało szmalu. Dolewałem kolejne składniki do kotła. Do swiąt
powinien byc z tego niezły bimber. Kurde świat jest niesprawiedliwy.
Miałem przetestowac line to przetestowałem. Zerwała się a ja spadłem razem z nią. Nie moja wina. Miałem wyczyścić basen, to wyczyściłem. A potem przyszły te małe bachory i zaczęły do niego szczać. To dolałem więcej chloru niech mają za swoje. Nie moja wina, że dzieciaki zaczęły sie w tej wodzie rozpuszczać. No i ten tygrys. Jedno że nic nie mówiła włascicielka, że nie wolno mu jeść ludzkiego mięsa, drugie to to że to nie moja wina że go spróbował. Na prawde, głośno protestowałem, kiedy mnie połykał. A potej zupce w nocy świece na zielono.
Nawet ani razu nie przepieprzyłem forsy na ramen.
Warz się, warz zacierku
Warz się, warz
A gdy będziesz gotów,
do destylarki śmiało skacz
Mogłoby tu nastąpić optymistyczne cdn, ale nie nastąpi
- Aha! Tu cię mam- Dan w składzie Dan i Ten Idiota, siekiera x 2
- Dopadnę cię. Przez ciebie moja panienka miała kontakt z tym, tyyym...
- Giń parszywy PSIE!!!!- Nawaki rzucił sie na mnie z siekierą
- Co, smutno ci zegnac się z życiem?
Miałem łzy w oczach. Bo jednak bimbru nie bedzie. Sprzedałem kopa kotłowi, wyskoczyłem w piwnicy. Ogień z paleniska zrobił swoje.
Zapach pieczonego mięsa przyciągnął Anko.
- Coś grillujesz?- spytała z uśmiechem.
- Można tak powiedzieć
Przeskrobał dla was Yoni
niedziela, 17 grudnia 2006 19:11:08
komentarze [10]
Rosół z marchewki
Właśnie lałem łzy do garnka z rosołem odziany w żałobne ciuchy. Dlaczego... To pytanie nie opuszczało mnie ani na krok. A tak marzyłem aby się brutalnie utopiło w wirze który tak usilnie wytwarzałem mieszając. Zastanawiałem się gdzie teraz może być Ichiraku. Samo, biedne, opuszczone przez niewiernego sługę(mnie). ...Chlip...
- Kurde, znowu się uciachałam- z natłoku myśli wyrwał mnie głos Anko sadystycznie krojącej marchewkę. Mój wybuch był nieunikniony.
- Jakiś kurczak!!... chlip... poświecił... sniff swo-oje życie!!!!!- wargi drzały mi coraz mocniej, z trudem wypowiadałem słowa- Żebyśmy mogli zjeść ten Ramen, a ty... a ty....- upadłem na kolana i wybuchnąłem płaczem. Nie mogłem sie z tym pogodzic. Być moze już nigdy nie zobaczę kochanego stoiska z Ramenem. A ona tak profanuje tę marchewkę. Kiedy zobaczyłem czerwone od płaczu oczy Anko przypomniałem sobie, że Orochimaru też zmyło. Wciaż zanosząc sie od płaczu starałem się ją pocieszyć.
- Przepraszam... Nie powinienem.
Przytuliłem ją. Cicho popłakiwała w moich ramionach.
- Nie martw się, znajdziemy ich, obiecuję.
No czy ja zdurniałem. Obiecałem że ich znajdziemy. Znając mój talent, są gdzieś daleko za Syberią. Na księżycu na przykład. Tak, na pewno zmyło ich na księżyc. Wisiał wtedy tak nisko nad ziemią, bo to wieczór był, napewno tam gdzieś są. Tylko teraz jest południe. Jak ja się na księżyc dostanę teraz?
Wiem! Ukradnę Sandałme kryształową kulę. Popędziłem do pałacu Hokage. Nie przedarłem sie przez ochronę. Wnieśli mnie za frak i rzucili na dywanik prosto pod stopy Czcigłodnego, Który krzyknął histerycznie i objął ramionami swoą wieże hi fi.
- A ty co tu robisz?!- wypaliłem
Hokage zmarszczył brwi w niesmaku, jak to tak skalać jego dywan moją na nim obecnością.
- I to ty mi zadajesz to pytanie?
- Przecież cię zmyło. To jak wróciłeś. I właśnie, gdzie są inni!! Gdzie Ichiraku!- Wykrzyknąłem z nadzieją.
- Pocałuj mnie w...
- Wiem gdzie trzymasz świerszczyki.
- Herbatki? Kawki? Wafelków?
- Kryształowej kuli. Informacji. Ramenu.
Kiedy Trzeci został brutalnie kopniety przez swiadomość, że nie żartuję, zemdlał.
Spojrzałem tylko 'niechcący' na jego sprzęt muzyczny, z którego sączył sie jakiś denny remiks trance dj Tiesto vs Violetta Villas. To wystarczyło, żeby włączył sie alarm. Coraz lepsze zabezpieczenia ma.
- AAH! Nie strzelać!- zbudziła się królewna w ognistym płaszczu.
- No? To skad sie tu wziąłeś?- moje ręce deliaktnie gładziły obudowę wieży.
- Nie wiem! Przysięgam, nic nie pamietam! Jestem Hokage, pozostanę w tej osadzie na zawsze! To niezależne ode mnie.
*gleba*
- Próbowałem ich już szukać przez kryształową kulę, ale nic to nie dało.
***
- To już tydzień jak nas nie ma w osadzie, albo tym co z niej zostało, Arashii już pewnie ją rozwalił z zalu po Ichiraku- ciagnęła poraz setny Tsunade- czyli nie mamy juz po co wracać- nagle zmieniła ton na uradowany i otworzyłą butelkę sake o głowę Perwersa
- Jauuć! A to za co modliszko feministyczna!!
- Za dużo gadasz, zamknij się- wysyczał niskim głosem Oro
Wszyscy siedzieli rozwaleni wygodnie w jacuzzi wystawiając mordki ku słońcu. Łącznie z rameniarzem i jego wyrzutami sumienia
- Wiecie... nie to żebym życzył źle Konoha-gakure. Ale i mi należą się wakacje. Poza tym, niektórzy klienci... nawet nie złożą pałeczek po posiłku...- powiedział marszcząc brwi w niezadowoleniu
- Heeh... zastanawiam się jak sie ten mój chłopak sprawuje tak zupełnie sam...- posmutniał Zboczeniec
- Chyba zaczyna mi go brakować.- dodał Rameniarz
- Nie nakarmiłęm węża przed zmyciem
- A ja... moje zapasy sake zżerają mi sumienie
- A to że niejadłem od tygodnia, ani też nie piłem, bo jestem nieletni a wy tu macie tylko sake, już cię nie obchodzi co??- krzyzał Ten Idiota, brat
Tsunade
- Huh? Kto, co? Ktoś coś mówił?- skołowana Tsunade próbowała odnaleźć autora słow, niestety leżał zakopany pod stosem butelek po sake
- To co chłopaki i troglodytki, wracamy?-zaproponował Jiraiya
Ktoś kto stałby z daleka pewnie odniósłby wrażenie że że ruscy troche za dużo gazu wpakowali w rurę zasilającą słońce. Ktoś stojący bliżej odniósł by
wrażenie że wybuchły wszytskie zapasy smoły w piekle.
*** Droga powrotna ***
- Móóój wężusiu, mój ru-miaa-aany... dokądż pedzą te lilije, dokądż bieżą te fijołki, dokądż malwy i stokroo-ooty, żaden kwiaty do twej cnoty przyrównanym być niepodobny... Me węęężusie, me kraśniutkieeeee- piał pieśń swą dla ochłody Orusiasty
- hmuyyhumhuyyymhumhum (weź go ktoś ucisz)- miałczał cos zakneblowany perwers
- Zgadzam sie z przedmócą- powiedział Dan
- To znaczy z czym?- spytała Tsunade
- W me ramiona pójdź szlachetny gadzie, niech cie żaden zwierz nie trwoży, jam twój rycerz w srebrnej zbroi- śpiewał dalej Pocahontas
- Aaa.. nie ważne
- Nie marudzić mi tu, iść!- rozkazała Tsunade
Pieśń radosna niosła sie przez lasy gdy grupa wędrowców przemieżała drogę w poszukiwaniu skarbu na dnie butelki.
*** Konoha Gakure godzina 10.30 ***
Przez opuszczone miasto przewalały się tabuny piachu i kurzu. Nigdzie żywej duszy.
- Eee... co jest?
- Gdzie się wszyscy podziali?
- Rozdają gdzieś zezwolenie na pędzenie bimbru za darmo czy co, że wszystkich wymiotło?
- Skoro tak, to może skorzystajmy z sytuacji i chodźmy do Hokage, dostałem ostatnio bardzo duży rachunek za prąd.
- A ja grzywnę za puszczanie węża luzem.
- A mi odebrali prawo do gotowania- zauważyłą Tsunade.
BLADY STRACH
- Wiecieeee może to nienajlepszy pomysł!!- bronil się Jiraiya
- Jak to tak grzebać komuś w papierach, i to własnemu nauczycielowi- wił się w rozpaczy Oro
Nawaki się rozpłakał nad bezwłądnym ciałem Dana leżącym przed nim.
- Oj nie gderajcie jak stare mohery, idziemy.
Biuro Hokage godzina 11.00
- Mowię ci poraz ostatni...
turli turli turli
- hehehe- bawił sie kryształową kulą Perwers
- ...że zaraz to stłuczesz...
trach
- No i kurde teraz to zliżesz!- wycedził Oro przez język i przycisnął głowę Jiraiyi ku odłamkom kryształowej kuli.
- Ale to było niechcący!
- Niechcący to bombę wynaleziono! Ale nikt nie przeżył by o tym opowiedziec!! KUKUKU
- Dobra skończyłam, i co teraz...?
- Może zakotwiczymy się na chwilę u niego na chacie?- rzucił Orochimaru
- Jestem za!
- Jestem za!
- Popieram...
- Hyhhhmmmyyyy!!
Stadion Konoha Gakure godzina 11.45
- Nie bójcie się mieszkańcy Konohy, oto ja, wasz Hokage, jestem tutaj aby
was wesprzeć w tych niezwykle ciężkich okolicznościach, jakimi niewątpliwie
są brutalna ekspansja dyskontu spożywczego 'Stonka', gdyz osiągneli monopol na ramen...
Tutaj zebrani zanieśli się szlochem.
- ... takimi okolicznościami jak również zniknięcie sanninów razem z Ichiraku... czy też nienakarmiony wąż, ale to tak marginalnie...
Słuchający zanieśli się płaczem.
- ...jak też i dziwna, śpiewająca zupa.
Ludzie scisneli sie bliżej siebie ze strachu.
- Jako przywódca tej osady jestem za nią odpowiedzialny. Bycie Hokage.. to coś więcej niz jedynie obowiązek! To obietnica poświęcenia życia w obronie ukochanego ludu!
Nawet ja się popłakałem. Jak Ramen kocham, zostanę kiedyś Hokage!
- Dlatego powiadam wam! Mimo, iz sytuacja jest przerażająca, mimo iż wielu z nas pewnie przyjdzie oddać dzisiaj życie za bliskich- nie bójcie się! I
stawmy czoła przeznaczeniu! Na przód Konoho! Do boju!! Za dobre imię naszej ojczyzny!
Tłum wydał wojowniczy okrzyk i ruszył do ataku.
Dom Jiraiyi i Arashiego godzina 11.55
- Kurcze a co to za śpiewajace swiństwo?- spytał zdegustowany Jiraiya
- Weź to wynieś stąd lepiej...- zaproponował rozkazującym głosem Oro
- Uuuh to nie takie proste
- Say youuuu say meeee niech waS cholera ile jeszcze mam sluchac tej samej piosenkiiiii- śpiewała zupa (będąca głosem kurcze chyab wsyztskich ludzi słuchających radia)
- Dobra, to razem
Wszyscy połączyli siły, razem można dokonać cudu, a nawet zrobić cos prawie poprawnie.
Ulice Konoha Gakure godzina 12.00
Dziki tłum szarżował w kierunku grupki przypadkowych ludzi trzymających w
rękach śpiewający rosół z marchewki.
- Panowie- miło mi było was poznać
- Mi również
Mężczyźni wymienili grzeczności na pożegnanie. Staneli wyprostowani dumnie oczekując przeznaczenia. Tsunade w szoku i samoobronie cisneła garnkiem w tłum w ostatnich sekundach.
Nie tylko nic im to nie pomogło, ale jeszcze spowodowało że rosół wsiąknął w ziemię i nadal śpiewał do czasu aż ulewne deszcze zmyły go gdzieś w kierunku przyszłego kraju dźwięku.
I tak oto śpiewająco kończy się ta notka. Należało by jeszcze jedynie dodać ze wszyscy przeżyli, i to nawet w jednym kawałku. Poza kryształową kulą, ale to już zupełnie inna historia. Rameniarzowi rónież nic się nei stało, osłaniałem go włąsną piersią, jak nauczył mnie Trzeci Hokage. Nie żebym uszedł bez szwanku, ale wyliżę się.
W następnym odcinku:
- jak zareaguje Trzeci gdy dowie się co się stało z jego krzyształową kulą?
- czy ktoś powstrzyma ekspansję Stonki?
- jak zareaguje wygłodniały wąż na powrót ukochanego właściciela?
- Co z Ichiraku?
Przeskrobał dla was Yoni
niedziela, 1 października 2006 00:10:15
komentarze [15]
Siekiera siekiera
- Panie i panowie! Nyahahahaha Szanowni obywatele, oto macie okazje uczestniczyć we wspaniałym wydarzeniu! Poproszę o fanfary! Za chwileczkę poprosimy jakąś ładną panią o rozbicie butelki o burtę- wziąłem butelkę po sake na sznurku i rzuciłem w kierunku ściany.
- Aaaaau!!! Arashii co ty do cholery robisz? - Perwers wszedł do pokoju w niewłaściwym momencie, i dostał butelką w zęby.
- Ramen woduję. - odpowiedziałem jakby to było oczywiste.
- No tak, widzę, Ramen wodujesz...
- Iii szanowni państwo, za chwilę ten wspaniały okręt wpłynie na szerokie wody!!
Popchnąłem lekko Ramen po specjalnej kładce, która zbudowałem z pałeczek i Icha Icha.
*mlask*
Patrzyłem w ekscytacji jak Ramen powoli zjeżdża do tależa z wrzątkiem.
- A mogę wiedzieć co to za okazja ze khem.. wodujesz Ramen?
- Urządam mu Lany Poniedziałek, nie weidziałeś że to dzisiaj?
- Zauważyłem.... Dzień obrywania butelkami...
*pare minut wcześniej*
Jiraiya wylał Orochimaru na głowe wiadro wody.
- Jaaa, zniszczyłes mi fryzure zboczńcu! Kukuku! A masz!- Orusiątko pochnęło Perwersa, Zboczeniec złapał Buziaczka w ostaniej chwili i razem wpadli do stawu.
- Hahahahah- śmiała się Tsunade stojąc nieco chwiejnie
Jiri i PocahOrontas wymienili spojrzenia. Po chwili rozległ się pisk i Tsunade była już w stawie razem z nimi.
- *HIK* SCzo ffy robicie brutale? Ja fam pokażę!- wyciagnęła butelkę po sake, napełniła wodą chlusnęła na Orochimaru
- A mas!
- Tsuni i tak jestem mokry ;p kukuku
- I ty też!- chciała chlusnąć w kieurnku Jiraiyi, ale butelka wypadła jej z rąk
- Oaaauuu!!
*koniec wspomnienień- nokaut*
(Arashii siedzi, oczka jak 5 zł, ślinotok)
- Arashii zaślinisz podłoge...
- O, oops, przepraszam. Nooo zrób sie juuuuż!! Szyybcieeej!!
- No juuush zlup siem syyybcieeeej- przedrzeżniał mnie jeszcze, po prostu mi zadrości
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę...- powiedział leniwie Zboczeniec, ciekawe co jest, on nigdy nie otwiera drzwi
- Nie ma spraawy *in deeep love with Ramen*
*Na stronie*
- Oro?
- Siema... możemy rozmawiać czy nie za bardzo?
Jiraiya spojrzał się na mnie zza ramienia.
- Przez jakieś 2,5 minuty (tyle zostało aż się Ramen zrobi) jeszcze tak...
- Nie martw się, mam drugą paczkę.
- Drugą?
- Mały zamachnął się na mnie z jakąś bombą wodną, musiałem jakoś się wybronić. W każdym razie, robimy coś 'czcigodnemu' senseiowi?
- Nie...
- Co nie?
- Nie damy rady, za mocną obstawę dzisiaj ma.
- No jak nie damy rady... uda się jakoś
- A potem nas ANBU utopią w czcigodnym szambie
- ITADAKIMASU!!!
- Nie ważne, musimy go oblać i tyle. I wpuścić węgorze elektryczne do wody. Albo chociaż anakondę od biedy KUKUKU
- Nie lepiej od razu zabić?- powiedział Perwers z ironią
- Eh młotki wy moje, nie potraficie nawet oblać Dziadygi?
- A ty potrafisz?- powiedział Jiraiya czochrając mnie
- Tia on coś potrafi!! Muahahahahahaha to zadanie dla prawdziwych SHINOBI!
Skąd znam ten głos... Nawaki. =='
- Mam pomysł, podzielcie się na trzy druzyny, która pierwsza obleje Hokage wygrywa- zaproponował następny na liście najdurniejszych zaraz po Nawakim- Dan
- Przegrany tłumaczy Tsunade że ma przejść na dietę- wtrąciłem
*blady strach*
- ....
- ....
- Chyba nie lałeś
- kukukuku
Wszyscy rozglądali się po sobie. W końcu Nawaki nie wytrzymał.
- Muahahahahahah oczywiście, że to JA pierwszy obleję Hokage!!- wykrzyczał i dał w długą.
Reszta w strachu że ich uprzedzi rzuciła się za nim.
- Niedoczekanie twoje!!- Oro i Perwers pobiegli wprost do kiosku po jajka-psikawki.
Arashii
Dobra, mam pomysła. Na dachu szpitala stoją dwa duże pojemniki z wodą. Heheheh.
Wskoczyłem na dach szpitala. Spróbowałem podnieść pojemnik z wodą. Nic z tego. Ani drgnie. Kurde, co ja teraz zrobię, nie powiem Tsunade że ma natychmiast schudnąć. Wiem! Przyprowadzę Sandałme tutaj! Najlepiej rannego na noszach, to się nie ruszy. Sialala sialala *dance of joy* musze go tylko posłać do szpitala, proste, ne?
No pewnie stłukę na kwaśnego arbuzka hokage, najsilniejszego z wszystkich 5 kage, co to dla mnie ^^ *szeroki uśmiech*
To ja pójdę kuć sobie nagrobek, pewnie że Perwers mi nie pozwoli wyryć sobie Eat Ramen Forever zamiast R.I.P., muszę zadbać o to sam.
Jiraiya&Oro
Zbolu i Naomi Żmijbell ukryli się w krzakach ogradzajacych dom Trzeciego, który na leżaku opalając sie czytał Claudię.
- No, ku, zakradniemy się u plusk staremu w oczy.
- Luz, rozdzielmy się najlepiej. Ja pójde piwnicą, odkecę zawór od węza ogrodowego, a ty idź dachem.
- Sie wie.
Orochimaru jednym skokiem znalazł się z tyłu domu. Wdrapał się szybk po ścianie, złapał za dach. Jaaau!!!uuu....- zakrył szybko buzię druga ręką. Co jest? Kolce na dachu? Jasne, na gołębie... Głupek ze niego... Wskoczył na dach omijając otwór będący pewnego rodzaju fosą dla dachu.
- Hehehe, nie dam sie dwa razy złapać. ;sss
Oro zaczaił się za dachem, obserwujac cały czas Sarutobiego.
- Heeeeej!!! To moja Claudia!!
Jiraiya tym robił podkop pod piwnce. Ooookeej, są deski podłogi. Lekkie pchnięcie i bedzie... miał połamane wszystkie palce.
- Łożesz, metal za drewnem? No tak, mogłem sie domyślić. To nie jest zwykły dom. On jest Arashi-odporny. Przynajmniej ma być, zwłaszcza po ostanim, jak wyfrunął w powietrze i znaleziono go razem z właścicielem w kraju z prohibicją i zupełna cenzurą.
- Rozwal-podłoge-wrednemu-dziadydze no justsu!!!
No dobra, Perwers wdrapał się do piwnicy i zobaczył że ma nad soba dosyć sporawą dzirę w dachu, ową fosę. Tymczasem ktoś nacisnał guzik od pilota i na dachu pojawiła sie lalka do złudzenia przypominająca Orochimaru z czasów zanim jego rodzice przyjeli do wiadomości że jest facetem.
- Piiiiiiiiiisk!- Oro zesztywniał i spadł prosto do dziury. Pod nim Jiraiya biegał w kółko nie wiedząc za bardzo co robić, aby uniknąć zderzenia.
- OOOro, złapię cię!
*BAM*
- OMGBBQ Krowo ile ty ważysz...
-Mwhehehehe- Sarutobi zaśmiał się złowieszczo- mam was koteczki
Arashii
Ty czasem przedzierałem sie przez krzaki, na które jestem uczulony, oraz kąsająco-ssące owady, do tego wszędzie były zdjęcia Nawakiego jak odbiera swoją pierwsza opaskę ninja, jak zgubił pierwszy ząb(Tsuni podrzucając go dla zabawy trzasnęła nim o framugę), jego pierwsza misja itd.
- Blech... ja chyba nie wyrobię. On to zrobił sepcjalnie.
Do tego powietrze było skażone okropnymi perfumami Tsunade. Wszędzie były jakieś ładunki wybuchowe, zasadzki, pułapki.
Jakoś, cały spuchnięty, dotarłem dosyć blisko Czcigłodnego.
Teraz tylko yyych.. obić mu buźkę...
- YYYYh... *dyszenie*
- Oooou, kogóż to moje piękne oczy widza. Może ramen, Arashi? Siadaj. *uśmiech*
Na to argumentów nie było.
Zapadał zmierzch.
- Dan, zimno miii. Ile jeszcze bedizemy tu siedzieć.
- Aż się sciemni.
- Tu i tak jest ciemno! Nie zauważysz jak jest na zewnątrz!! Wyłazimy.
Przestałem na moment gryźć glebe, podniosłem głowę. Nyyych, dzoczołgam się, ramen, RAMEN, RAMEEEN!!
Ze studni powoli wylazły dwa potwory z wiaderkiem w rękach, blade i sine. Z piwnicy też dwa giertychy jakieś wylazły, całe czarne, jeden syczał. Zblizały sie.
Dan człapał z wiadrem w kierunku Hokage. Orochimaru powiewał w tym samym kierunku, wyciagał przed siebie swoje jajko-psikawkę. Dan nagle przewrócił sie i lezał nieruchomo. Ano wpadł na genialny pomysł, że uda martwego i z zaskoczenia obleje Trzeciego. Na jego nieszczęscie
Jiraiya wpadł naśietny pomysł, że go reanimuje.
- 1...2...3...4...5... Oddychaj!!- Tym razem Dan na prawdę zemdlał
Ja tym czasem ustawiałem ognisko z chrustu, żeby zagotować wodę wycisnietą z Nawakiego na ramen (desperacja).
- Kukukukukukuku!!! A masz!!- PocahOrontas ścisnał w ręku swoją psikawkę, Trzeci natychmiast się cofnął, potknął o Dana i wleciał w moje ognisko.
Sandaime biegał w kółko w panice. Jego tyłek z lubośćią trawił barwny, jaskrawy płomień.
- Aaaah huhuhuh haaa!! Wody!! Wodyyy!!
Hohohokage zauważył wiadro wody obok Orochimaru. Już, już tylko centymetry, centymetry dziela go od wiadra. Zaraz zgasi ten pożar na swoim pięknym tyłeczku...
Nieee! Już tylko centymetry dzieliły go od powiedzenia Tsunade wyroku na własne życie. Oro wyciagał resztką sił rękę, aby usunąć wiadro. Jeżeli on...
SPLASH!!!
*ciiiisza*
Wszyscy znieruchomieli. Patrzyli przerażeni na to co się stało. Czcigłodny oblał się sam.
Wszyscy przegraliśmy.
- Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!! (ja i Jiraiya)
- PIIIIIIISK! (Nawaki)
- Niech mnie ktoś dobije- błagał Oro
Odgłos nieprzytomnego Nawakiego wpadającego do wyschniętej studni odbił się głuchym echem po domu.
Trzeci tylko patrzył na nas dziwnie.
- No co jest dzieciaczki?
Epilog
- Huh? co się dzieje? Gdzie sa wszyscy? Czemu wszystko się pali?- Dan ocknął się w samym środku pożaru
*pół godziny później pod szpitalem*
- Jak to wytłumaczycie? No? Czcigodny tyłek został poparzony. Nie wspominając już o domu. Macie coś na swoją obronę? Macie mi coś do powiedzenia?- Tsuande wkurzona opierzała nas wszystkich- Nawaki?
- J-jesteś... gr...
- Nie, nie każmy mu tego mówić, to jeszcze dziecko- powiedział litościwie Oro, ech, to jest gościu, on ma styl
- niech Arashii to powie. - COoooo?? XDDTo wszystko jego wina.
- Pierwszy i ostatni raz zgadzam sie z Orochimaru- odpowiedział Jiraiya
- P-panowie... ależ co jest- próbowałem się bronić
Zbiorniki... Szybko! Wskoczyłem na dach, przedziurawiłem zbiorniki z wodą, i patrzyłem jak wszystkich wymywa. I stoisko z ramenem też. Nieee!!
Stałem na dachu i śpiewałem piosenke pożegnalną
*Chlip* A więc żegnaj mi... *sniff* kochanaa ma (ramen) Już za chwilę wypłyniemy w długi rejs *chlip* ile miesięcy cię nie bedę widział nie wiem saaaaam *chlip*
LECZ PAMIETAŁ ZAWSZE BĘDĘ CIEEE!
Ii pomachałem Ichiraku chusteczką na dowidzenia
Przeskrobał dla was Yoni
poniedziałek, 5 czerwca 2006 22:34:11
komentarze [17]
ciąg najdalszy nastąpił
- Tsunade starczy, jak mocniej go naciągniesz, to go rozerwiesz...- warknął Oro
- Co ci się go tak żal zrobiło? Gdyby nie moje medyczne jutsu byłbyś łysy. Chociaż nie powiem, do twarzy ci z trochę krótszymi włosami...
- Grrr... po prostu nie chcę żeby mi tu wykitował, ma cierpieć tak samo jak ja... Moje włosy... *snif*
- Oooj.. biedaku, czuję się winna za to, wiesz? Przepraszam...- Tsunade przytuliła mocno szlochającego Orochimaru.
- Albo wiesz co...- Orochimaru uniósł głowę, tak że oczy miał na wysokości oczu Tsuande- Naciagnij go jeszcze troszeczkę...
- Dobrze... zaraz- przytuliła go mocniej
Facet dyndał sobie rozwieszony pomiedzy drzewami, pod spodem miał małe ognisko ze swoich raportów i kilku kwitków i rachunków do kompletu. Jiraiya upierał się zęby dołożyc tam też cały blok PITów, ale Oro się nie zgodził, żeby facet za szybko się nei usmażył.
Ta cała historia z kuratorem... zastanawiam się teraz, skoro tak bardzo chciał mnie zabrać, czyli ten dom jest aż tak nienormalny? To jak wygląda normalny dom? Musze, po prostu musze się tego dowiedzieć!
*** godzine poźniej ***
dom Hyuuga, dach, lina, lornetka, notatnik
Noo... gdzie się podziewaasz? Może tu? Zajrzałem po cichu do jakiegoś pokoju. Pusto. Hmm... Poszedłem dalej korytarzem. Oho, jakiś dźwięk. Dochodzi chyba... Powędrowałęm po nieznanym mi domu w kierunku dochodzącego dźwięku. Nie, przez drzwi się nie dostanę. Wentylacja. Wlazłem w kanał wentylacyjny, szczęście że jestem nieduży, jeszcze się mieszcze jako tako. Nooo ok, kratka przede mną. Hiehiehie, panie panowie zaraz się dowiem jak wyglada normalne życie, nyah nyah nyahhahah He?
- Lolilolilolilaaaaj piękny taki jesteś jak niiiiiiikt- dobiegał zza kratki niski wesoły głos zagłuszony przez dźwięki prysznica.
Osz kurde co? Prysznic. Czy to nie głowa klanu Hyuuga?
- Paaadnąąą wszyscy na kolanaaaa, gdy zobaczą cięęę, świeżego, pachnącego z raaanaaa JEDZIEMY! Lolililolililolilolilaaaaa!!
Facet wylazł spod prysznica. Żeby mnie tylko nie przyuważył, bo będzie masakra.
- AAUU!!- wykonał Michael Jackson Move tm przed lustrem
Notatki: duży ten dom jak na tylko kilka osób, ale ludzie wykonują dziwny rytuał w łazience
Wnioski: normalni ludzie dziczeja pod przysznicem
*** 15 minut później ***
dom Hokage, pod jego łóżkiem, zajumałem mu po drodze lornetkę na podczerwień, notatnik
No, panie Hokage, pokaz mi jak żyje najprzykładniejszy z przykładnych obywateli Konohy. Dziadyga powoli wszedł do pokoju rozglądająć się podejrzliwie. Ściagnął z siebie płaszcz Hokage, i przez 5 minut go składał w idealnie równą kosteczkę. Potem kolejne 2 minuty wkładał go delikatnie do szafy. Nastepnie starannie przyczesał włosy i brode. Tak! O to normalny czło.... Co on? Założył śliniaczek? Nie umie jeść normalnie? Sandałme wspiął sie na krzesło, podważył panel na suficie i wyciągnął zza niego jakąś książkę... Zara, to poznam z każdej odległośći. Ty zboczeńcu. Trzcigłodny rzucił sie jak oszalały na łóżko i zabrał do czytania.
- Hyehyehehe hihih hahaha hehehe mwahahahaa mmmlask
Kur jak tak dalej pójdzie to... Polała się krew na podłogę, nawet po ścianach, a jak... Cisza. Wylazłęm spod wyrka. Stary leżał nieprzytomny z uśmiechem na twarzy.
Icha Icha powinno zostać zakazane dla starszych osób, wykrwawią sie na śmierć. Lepiej zaniosę go do szpitala. Wziałem Trzeciego pod pachy i staszczyłem z łóżka. Ciągnąłem go przez pokój kiedy nagle panel z sufitu całekiem odpadł a na nas spadło bite 10 kilo twardo oprawionej 'literatury'.
Notatki: normalny starszy człowiek stara sie przyspieszyć swoja śmierć starannie dobraną literaturą, trzymaną tak, aby spadła im na głowę pewnego razu i przyspieszyła agonię
Wnioski: dopilnuję żeby miał na nagrobku napisane 'erotoman', skoro tak bardzo tego chce
Ciągnąłem go dalej po piachu do szpitala, środkiem ulicy. O, policja biegnie. No tak, ja przecież nie jestem normalny, to dlatego, ale może jak zrobię to samo co Sandałme? Umazałem sie szybko jego krwią i padłem zemdlony.
- Idź ty młodociany tryskonosie, będziesz mi Czcigodnego bezcześcił w taki sposób!!- wydarł się policjant i trzepnął mi pałką przez łeb.
- Ekhm.. Arashii, chciałbyś moze ze mną o czymś porozmawiać? No wiesz, o czym mówie. Nie musisz się uciekać do ksiażek, ja ci z chęcią wytłumaczę jak to jest z tymi no wiesz kwiatkami i pszczółkami eee... *zboczony rumieniec* - mówił do mnie Perwers
- Nie dzięki...
- Może jednak chcesz o coś zapytać? Poza tym, ludzie się skarżą ze ponoć ich podglądasz.
- Eee... czy... czy ty?
- Co?
- Czy ty śpiewasz pod przysznicem?- zapytałem z nadzieją że moze jednak ma taki przejaw normalności
*** pół godziny póżniej ***
dom Uchiha, ogród, lornetka na podczerwień 'pożyczona' od Hokage
Ten cały policjant, który mnei przesłuchiwał, dlaczego niosłem zemdlonego Hokage wydawał mi sie całkiem do rzeczy. Tylko że to kurde jest Uchiha. Lekko nie będzie. Te ich pieprzone kurwiki w oczach. Nyehehe nadchodzi obiekt. Obserwowałem go z ukrycia na drzewie. No, pokaż mi coś normalnego. Heh? To chyba jego żona. Sprosiła do siebie koleżanki. Siadły wsyzstkie na kanapie przed telewizorem. Heh, robi im herbaty i przynosi ciasteczka. Mmm, caisteczka, nic dzisiaj nie jadlem kurde. O? Jakies ożywienie.
- M jaaak miiiłooość wiele imion maaa
- Piiiisk, zaczyna się, Hela, chodź no tu szybko, chyba nie chesz przegapić jak Władek!
- Lecę!!- Uchihaczowa przyleciała z zawrotną prędkością do pokoju
- Piiiisk!
- Wiedziałam! Wiedziałam od początku że tak będzie! Mówię wam.
- Nooo...
- Ale ona też nienormalna jakaś
- No ale on powinien jej tam jakoś ten
- Nieee. Właśnie dobrze on robi, zaraz wam wytłumacze dlaczego
- Hyyyyh!! N-niemożliwe...
- Nie
- Nie zrobił tego...
*Reklama*
- Łeee... reklamy...
- Chesz aby twoje włosy powalały blaskiem? Chcesz zadziwić wszystkich ich elastycznością? Chesz aby twoje włosy dodały ci pewności siebie? Użyj nowej linii odzywek do włosów Orochimarize it! od firmy Pocahontas Paris. Bo jesteś tego warta!
=='
- Czemu mój Wiesiek nie ma takich ładnych włosów...
- Co ty? Podoba ci się ten cały Orochimaru?
- Nie, nie! Nie to chciałąm powiedzieć...
- No ale ma coś w sobie, takiego noo
- Nooo ma...
Kurde kończcie te reklamy!! To się zakradnę do kuchni, już nie wytrzymam z głodu. I do tego te ciasteczka tak pachną... nnnnnnn...
- Kocham cię... Zawsze cie kochałem. Aśka to była tylko..
- Odejdź, nie chcę tego słuchać!!
Yeah! Zeskoczyłem z drzewa i poleciałem do kuchni. Mwehehehe ciacho. :p Oblizywałem się właśnie nad ciasteczkami, gd się okazało że nei ja jeden wpadłem na ten pomysł. Szef policji Konohy również zajrzał do kuchni pozachwycać sie wypiekami.
-J-ja ja tylko...- dałem w długą
Notatki: normalni ludzie wspólnie oglądają beznadziejne telenowele i pilnie strzegą wypieków żon, żony chcą aby ich mężowie przypominali Padalca...
Wnioski: poprawić szybkość wiania przed karzącym wymiarem sprawiedliwości, żeby wyglądać jak Oro to chyba trzeba zjadać małe dzieci na kolację a nie ciasteczka
- Dobra synu... To o co chodzi?- Jiraiya posadził mnie obok siebie na kanapie
- Chciałem tylko... wiedzieć jak wygląda normalne życie! Niby skąd mam to poznać!
Pijana Tsunade właśnie wpadła przez drzwi.
- Łożesz... N n-nie nie będzie tak mną... hik!
- Tsuande!! Wyjdź!!- krzynął stanowczym głosem Perwers
- Ale oszo chozi?
- Wyjdź! Eh... słuchaj Arashii. Wiemże nei zawsze daję ci dobry przykłąd. Ale w życiu najbardziej liczy sie to żeby trzymać sie razem, tak?
- No chyba tak...
- To idziemy na ramen? Ja stawiam.
- Taak!!
Heh, wiecie co? Ja tam wolę takie nienormalne życie niż kurde normalne. Gdyby wszyscy byli normalni to by co drugi z tej normalności zwariował.
Przeskrobał dla was Yoni
poniedziałek, 27 marca 2006 15:08:19
komentarze [22]
Duckburg
- No gdzie ten obiad!! Czekam już od pół godziny!- darł sie Perwers
- Zamknij sie robie co moge!! Jak chcesz szybciej to cobie dam gotuj!!- od dobrej poł godziny stałem nad garami
- No do czego to doszło żeby młodzież była taka pyskata
- Nie czpiaj sie dzieciaka, sam sobie gotuj jak taki mądry jesteś- odezwał się głos z ciemnego kąta stołu (specjalnie przyciemnionego, Oro dba o odcień skóry).
Czemu zawsze jak on sie odzywa to mnie ciarki przechodza. Może dlatego że zawsze siedzi cicho i nigdy nie wiem czy on jest czy go nie ma.
- Uaaaaaaaah!!!!- wpadła Tsuande, wyciagnela naychmiast sake z 'bezpiecznego miejsca' (gdzies kolo 20 kręgu od gory).
- A tobie co?- spytał Perwers, Oro uniósł brew.
- Pieprzona...(łyk) kontrola (łyk) wiecie (łyk) kuratorium (łyk) czy sie dobrze (łyk) zajmuje *hik* Nawakim (łyk)
Wyciągnęła jeszcze druga butelkę z 'bezpiecznego miejsca', kolejną z włosów, jeszcze jedną ze skarpety, Oro podał jej jeszcze swoja (na zdrowie kocha.. ee.. Tsunade), i wsadził jej słomki do każdej butelki. Tsuni ciągnęła wszystkie na raz.
- Dobra, to kto chce obiad?
Wszyscy chcą. Jak ja ich kocham... (szlag mnie trafi zara)
Oro podstawił Tsunade kolejną butelkę, bo już kończyła tamte.
Miałem taką ochotę uwiecznić to wszystko i pokazac kuratorowi, pozbył bym się Tego Idioty. Czemu tego nie zrobiłem? Nie mam aparatu, pewnie że jak się mieszka z Perwersem to sie nie przelewa. Się cieszę że moje skarpetki jeszcze w ogóle przypominają wyrób bawełniany, trzeba sie cieszyć tym co się ma.
- To co? Kurator wyda pozytywną opinię myślisz?
- No ba... *hik* Wzorowa obywatelka... Piękna kobieta.. Zdolna kunoichi
(kobieta-ninja)...
- Tia... mhm... wredota jakich mało... poza tym brzydka jak wąsaty dziadek Orochimaru z Wermachtu...- ciagnął Zboczeniec
- Nie mam wąsatego dziadka!! yy.. naczy się w Wermachcie!! naczy.. Ja w ogóle nie mam dziadka- skapnał sie Oro
- Dziecko w próbowki...- powiedział Jiraiya
- Zamilcz!! Jakiej próbówki znowu, dzieciaku, który odpychacza do skórek w życiu nie widział!
- Sora, piersiówki. Dziecko z piersiówki żołnierza z Wermachtu.
- Ale oszowamterazchodzi?- spod stołu wyczołgała się Tsunade
Panowie rzucili się sobie do gardeł. Tarzali się po podłodze, jeden snuł naukowy wywód na temat tworzenia ludzi w piersiówkach Wermachtowców, drugi snuł fizyczny wywód na temat wytrzymałości ludzkiego ciała poddanego działaniu frytkownicy.
Turlając się natrafili na pilota. Tv się włączyło.
- Jch muss durch den Monsuuun....
- Piiiiiiiiiisk!- krzyknąłem
PUK PUK
- Sztoo fam?? (kto tam) - wybełkotał Jiraiya snujac detektywistyczny wywód na temat możliwego położenia jego zębów.
- Kuratorium.
*blady strach*
A myślałem cały czas, że Jeźdźców Apokalipsy było czterech. No teraz widzę że sześciu, Głód, Choroba, Śmierć, Wojna, Kuratorium, Monsun(TH).
A, i jeszcze urzad skarbowy.
Drzwi otworzyły się na oścież pozbawiając mnie gaarnka z obiadem, który niosłem na stół. Wszedł kurator. Zanim jakiś men z aparatem, robiący wszystkiemu zdjęcia.
- W domu pije się alkohol- spojrzał na Tsuande, która wzięła w ręce włosy Oro i przystawiła sobie, zęby wyglądało jak wąsy, zę niby to ne ona- w domu słucha sie Tokio Hotel (zapisz to dokładnie panie Władziu) praktykuje związki homoseksualne- spojrzał na Orochimaru i Jiraiye leżących na sobie- i to przy nieletnich... których zmusza się do pracy fizycznej- spojrzał na mój fartuch- w domu panuje totalny bałagan- pojrzał na obiad, który teraz impregnował podłogę- niestety nie moge wydać pozytywnej opinii.
Odwrócił się na pięcie swoimi lakierkami, z wężowej skóry, podszedł do Perwersa i Pocachontas tak, że blada twarz miał buciki na wysokości oczu.
- Chłopak niestety pójdzie z nami.
- Nie!! Ja wsyzstko wyjaśnie!! Tylko nie zabierajcie mi dzieciaka!!
- Przykro mi, naprawdę.
Znowu odwrócił się na pięcie. Spod jego obcasów poleciały iskry. Trafiły w butelkę Tsunade, której zawartość natychmiast stanęła w ogniu. Który to ogień miał przyjemnosć znaleźć się zbyt blisko włosów Oro, które Tsunade miała dalej na twarzy..
C.D.N.
Przeskrobał dla was Yoni
wtorek, 21 lutego 2006 18:16:58
komentarze [8]
Słońe moje dla ciebie
UWAGA- nie dam wam wybaczcie wypracowania Arashiiego z poprzedniej noty, nie macie 21 lat ;p -UWAGA
NOTA
- Kot na drzewie... ranga C...- Hokage pracował w swoim gabinecie
- Zaginione Icha Icha.. ==" masz ci los, co ci ludzie dzisiaj... jak to ocenic..
ranga.. pfeh to nawet nie C... ale zaraz.. nie moge dac dzieciom takiej misji.. jeszcze ktores zajrzy do srodka i co wtedy... znowu nie moge zawracac chuninom ani joninom glowy czyms takim... *krzywy uśmiech* dobra, pojde osobiscie.. *ślinotok* juz tylko jedna mi zostala z reszta... Co my tu mamy... Yyyh? Łożesz, za stary jestem na takie rzeczy... Sekretarka! Wezwac mi tu Dana!! Natychmiast!!
- Alez oczywiście!
Po poł minucie.
- Tak Czcigodny?
- Możesz mi to wytłumaczyć?
-Wytłumaczyć? Czy tu potrzeba wytłumaczenia? Wystarczy spojrzeć!
- Wiesz co Dan, jesteś dorosły, sam podejmiesz się tej misji... Ja nie jestem taki głupi zeby sie mieszać do wygladu Orochimaru, skoro ty jesteś to prosze bardzo. Tymczasem ja mam bardzo ważną misję, która muszę wykonać osobiście, żegnam więc! Panno Franiu, wychodzę!
- Tak jest, o czcigodny!- odpowiedziała sekretarka
***
Właśnie przechodziłem z Nawakim koło pałacu Hokage. Pewnie zastanawiacie się co z nim robiłem... Udawaliśy oboje że podaliśmy sobie ręcę, bo Perwers i Tsunade wyruszyli na bardzo dobrze płatną misję. Z resztą, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o..
- Ramen! Chodźmy na rameen...głodny jestem- powiedziałem
- Nie! Najpierw muszę sie dowiedzieć, czemu Dana tak nagle wezwali do Hokage. Być może będę miał chatę wolną... słońce tyy moooje- dodał gdy nagle Trzeci stanął w drzwiach pałacu Hokage. Trzeci stał i gapił się na nas z przerażeniem.
- A t-ty Arashii co tutaj... i do tego razem z... *szok*
- Braciszkiem Nawakim?
-Wiesz co? Zaszczyt was kopnął! - Jak ja tych bachorów nie lubie- pomyślał Trzeci
- Tak?- odparliśmy rónocześnie
- Pomożecie Danowi w jego misji!- sadystyczny uśmiech Sandałme nie znikał przez długi jeszcze czas z jego twarzy. Tia.. szedł przez tłum niczym Mojżesz przez rozstąpione morze.
- Arashii?
- Hm?
- Boisz się?
- Szczerze?
Popatrzyliśmy na siebie, a nasze spojrzenia wypisywały właśnie czek na podróż gdzieś bardzo daleko.
- No moi mali POMOCNICY- powiedział Dan pojawiając sie przed nami, szczególnie akcentując ostatnie słowo. Dzisiaj czeka nas misja,w której ważą się losy ludzkości!- tym razem użył tonu i błysku w oku zarezerwowanego tylko i wyłącznie dla Gai&Lee.
- Czyli?- spytał Nawaki z nieśmiałościa godną nawet Hinaty w obliczu Naruto
- Zrobimy staremu Padalcowi małą metamorfozę! *podł uśmech*
!!! Co??? Oni chcą zepsuć Ten Styl? Chcą skrzywdzić tego wspaniałego faceta? O nie! Tym razem to ja ciebie uratuje Oro! Nie bój nic mwahahaha *spojrzenie na Nawakiego i Dana*.
***
Nawaki siedział na gałęzi drzewa z cichobieżną piłą łańcuchowa na końcu. Pod drzewem na ławce siedział Oro i karmił węża... tzn. pokazywał wężowi różne gatunki kaczek w stawie. Jak słodko razem wyglądali. Złociste promienie zachodzącego słóńca padały na obei postacie, szczególnego uroku dodając włosom Orochimaru. Nadawały całej scenie uroku dziecięcych lat. A oni o chcieli zniszczyć!
- Trochę bardziej w lewo...- dawałem Nawakiemu przez radio instrukcje- Nie, nie, trochę bardziejw tył. Ooo tak dobrze.... Piłuj!
- Na bank?
- Tak.
- Ty jak on kuka to dobrze cyz źle?
- Bardzo źle (dla ciebie)-pomyślałem
- Bez znaczenia- powiedziałem
- Arashii... wiesz.. mam dziwne wrażenie, że.. to drzewo się przechyl... AAAA!
No co, może niedowidzę, moja wina że przepiłował drzewo a nie włosy Orusia? Dan klepnął się w czoło. Tak siebie, nie mnie. Miły facet.
***
Oro dalej siedział niewzruszony na ławce. Przynajmniej mogłem być spokojny że wie że coś sie święci i uważa na siebie. Wąż szybko sie uczy, zrozumiał że należy pokazywać młodszym świat. Własnie zapoznawał kaczki z układem pokarmowym węży z gatunku zygzakiem chodzim.
- Arasiek, pysiaczku, dobrze jest?
- Tak, najsłodszy, dobrze jest.
- Weźcie juz dajcie spoko tym uprzejmościom!- bulwersował się Dan
Nawaki (już z innego drzewa) celował kowadłem w głowę Języczka. Miało ono ogłuszyć Oro. Jednak kazałęm mu się przebrać tym razem w cos maskującego, po ostatnim Oro mógł sie skapnąć przecież.
CHAPS
Moja wina, że ubrał się jak kaczka krzyżówka? Naumie sie chociaż troche biologii.
Dan pacnął czołem o kamień. Tak swoim, nie moim. Miłosierny facet.
***
- Arashii!! Co ty kurde wyprawiasz?- Bulwersował się Dan- podpal mu te ciuchy i już!!
Tym razem to ja zroibłem podkop pod ławkę i czychałem z zapalarą.
- Pssst! Oro!- szeptałęm, zakrywając mikrofon.
- Szecho... (Czego)- odpowiedział tak aby nie poruszać ustami.
- Nie moja wina, wrobili mnie, wybacz, ale musze cię taraz podpalić. Masz jakiś pomysł?- powiedziałem prawie zę z płączem w głosie.
- Nie wątpię, że cie wrobili, kto byłby taki głupi... Nie bój nic. Spudłuj troche w prawo.
- Uzumaki co ty wyprawiasz?!- dalej produkował się Dan.
Podpaliłem trawę obok ławki. Nagle dookoła utworzył się krąg z ognia.
- Dzięki Oro ^^- powiedziałem z ulgą
-Nie ma za co...- odpowiedział z szelmowskim uśmiechem. Teraz to ty patrz i sie ucz.
- Dolley! Do mnie!
Oro przywołał węża, który cały czas usilnie odmawiał oddania Nawakiego. Wstał z ławki poszeł wkierunku uwięzionego w kręgu ognia Dana. Uśmiechnął się sadystycznie.
- Małą metamorfozę taaak?
***
Siedziałem z Nawakim w szpitalu. Lekarze starali się zlikwidowac długie, krecone, różowe włosy jakie wyrosły Danowi. Oraz jakoś ściagnąć z niego oczojebnie żółtą sukienkę koronkową, którą Oro pożyczył od Hiancynty (prezes klubu Pocahontas),specjalnie na tą okazję. Niepotrzebnie ise tak martiłem, skoro i tak wiedizał,
Orochimaru wpadł odebrać węża.
- Kukuku
Wymienił ze mną spojrzenie. Eeeeh... co za facet. On ma Ten Styl.
Po powrocie Tsunade i Jiraiyi okazało się że głupki nawaliły i kasy nie bedzie...
XDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Kochany Czcigodny był jednak wciaż zbyt zajęty misją na któą wyrusyzl rano, upoważnił mnie więc do udzielenia głupkom ochrzanu. Oczywiście użwając henge no jutsu(przemiany czy jakos tak to sie po naszemu nazywało).
Przeskrobał dla was Yoni
wtorek, 17 stycznia 2006 22:05:38
komentarze [21]
jak napisać wypracowanie na 6+ (pod warunkiem ze nauczyciel to facet)
Wiecie jak to jest... jak sie w szkole dostaje wypracowanie do opisania- jeden dzien z zycia twojego rodzica/opiekuna? No to wlasnie siedze ze zboczencem kolo goracych zrodel przy dziurce w plocie i notuje...
- Patrz jak powstaje najwieksze dzieło wszechczasów... *skrob skrob* Nyaaah ~_~ - Perwers gapił sie w tą dziurę w płocie jak Sroka na inicjały Billa Gatesa
- Patrz... jak... powstaaaje...- notowałem
Nagle nadeszło Wybawienie w sukience fioletowo-szarej.
- Kuku, cześc wam. Co wy..? Zaraz, ty chyba nie demoralizujesz małego...
- Kazali mi w akademii napisać takie durne wypracowanie...
- Aaa... jeden dzień z życia... życia... Kuku ale to juz niedługo, Tsunade coś wspominała że idzie się wykompać...- radzę się zmyć- szepnął mi na ucho i zwiał w podskokach
- Ej.. słyszałeś..?- obróciłem sie w strone Jiraiyi, siedział na ziemi, cały czerwony na gebie, łzy radości płynace z oczy, ślinił się przy tym cholernie
- Słyszysz głąbie, idziemy!! *PAC* (innych sposobów po prostu nie ma)
- Grrr! Nie przeszkadzaj geniuszowi przy pracy!!
- Pracy?! Demoralizację społczeństwa i nieletnich nazywasz pracą?!
- Milcz głupi bachorze, nie znasz się na prawdziwym pięknie!!
Chyba troche za głośno krzyczeliśmy, bo z za płotu wyskoczyła nagle Tsunade w ręcnziku i pare innych kunoichi. Już miała walnąć Jiraiye kiedy zobaczyła mnie.
- C-co, cco ty tu robisz? Chyba nie..- patrzyła na mnie w ciężkim szoku
- J-ja tylko... wypracowanie- zasłaniałem się kartką, jak ostatnią deską ratunku
- E?...- Tsunade odwróciła się do Zboczeńca- Bedzies zmi tu dzieciaka
demoralizował, ty- zatkałem uszy, bałem sie słuchać...
- Czekaj, pomogę ci- nie wiadomo skąd nagle pojawił sie Orochiamru
- Oł, od kiedy ty jesteś taki uczynny
Oro tylko puścił do niej oko, i dalej w skupieniu wyżywali sie na biednym
podglądaczu.
***
Szłem właśnie odwiedzić Perwersa w szpitalu. Chciałem go pocieszyć, ze moje wypracowanie otrzymało najlepsza ocenę, tylko niewiele się dało z niego odczytać bo było prawie całe zakrwawione.. Głupi tryskonos-sensei... Oni wszyscy są głupi. Tak ryzykować dla głupiego widoku... Przecież on ledwo żyje.
Przeskrobał dla was Yoni
niedziela, 8 stycznia 2006 20:39:24
komentarze [18]
kurisumasu gozaimasu- spóźnione ale jest
Wasabi*- cholernie ostre, bardziej niż tabasco moim zdaniem
Tia, właśnie spędzałem gwiazdkę, w dopiero co odbudowanym domu Tsunade, więc ta gwiazdka była łamana przez parapetówa. Wszystko było idealnie pomyślane, Oro na jednym końcu stołu, Tsuni na drugim, Dan i ja obok Oro dla bezpieki, i Jiraiya i Tzcigłodny przy Tsuni na wszelki wypadek, no i Nawaki na przeciwko mnie, jak już nas wywalą, żęby po rozmawiać o "dorosłych sprawach" to zostanie na tyle duża luka, żeby zmieścić chociaż część sake na stole.
- Kurde, ta choinka drzwiami raczej nie wejdzie- kombinował Oro z wrednym uśmiechem
- Oknem? Ne... chyba żeby się pozbyć całej ściany...- wtórowałem mu
- Nie głupie... Kuchiyose no...
- Jak wam idzie ustawianie choinki ♥ ?- spytała Tsuande
- Eeee... świetnie- odpowiedzieliśmy równocześnie
- To dobrze.
- Uff...- Oro otarł pot z buziaczka
- To może dachem?
*rozgląda sie dookoła* - Jak?
- Przewróci się nam i sama wpadnie, wypadek przy pracy
- Co racja to racja- mówił Oro robiąc yntellygfentną minę- No. Z pewnością się przewróci, nie da rady takiej choinki prostu utrzymać.
Kiedy już choinka zwisała do góry nogą z dachu, a Tsunade opadła z sił do gonienia Oro, zabralismy się za przystrajanie drzewka. Tsuni przyszykowała w tym roku bombki w kształcie małch butelek, cukierków alkoholowych, kart do gry, kości itp. Oro zrobił łańcuchy zakończone głowami węży, skierowanymi jakoś zawsze na bombke w kształcie żaby do robienia jakich zmusił mnie Zboczen. W ogóle chciał mnie zmusić do założenia czegoś zrobionego chyba ze skarpetek z odzysku.
Siedliśmy do stołu
- Heh, żeby facet w sukience.- podśmiewywał sie Dan
- spokojnie!- szturchałem Oro zwijającego w palcach kunaia. Ale niewiele juz sie chyba dało zrobić.
- Zanim zjemy, podzielmy się opłatkiem.- powiedział Sandałme- Jako Hokage tej osady chciałem wam wszystkim życzyć, zdrowia, szczęścia, spokoju *spojrzenie na mnie*, grzecznych dzieci i uczniów *spojrzenie na mnie i Oro*
- A przede wszystkim zdolnych- dodał Ten Idiota, brat Tusnade.
-No stary...- Jiri zaczął składać życzenia Oro
- No to...- Oro juz miał coś powiedzieć kiedy przerwało mu stwierdzenie Dana.
- A ten deseń, bezguście- Dan właśnie podpisywał na siebie wyrok
- Aaaa!
- Oh, wybacz...- Języczek niechcący zwinął w palcach rękę Jiraiyi
- Mówię spokojnie!!
- Bo co mi zrobisz, jesteś tak samo osaczony jak ja!!
- Mam argumenty!!
- Taa.. opowiedz mi o tym
- Lubisz zupę Tsunade?
Tsunade od razu spojrzenie w tę stronę.
- Oczywiście!!- odpowiedzial z miejsca przerażony Oro - *szeptem* co sugerujesz?
- A moim zdaniem trzeba trochę doprawić!- wpakowałem mu do zupy pół tubki wasabi.
- Morderca!!
- Arashii!! No to życzę ci...- Musiał, no musiał zepsuć mi ten moment! Nawakiemu jechało z ust fałszem gorzej niż śledziowi rybą.
Dan tymczasem w najlepsze ryzykował swoim życiem życząc Oro lepszego gustu.
*porozumiewawcze spojrzenie*
*** Na zewnątrz ***
Oro siedzial na drzewie i czekał, aż przyjdę pod przetekstem, że muszę go uspokoić.
- I co?
- Patrz i się ucz.
Z domu wybiegli Nawaki z Danem ziejac ogniem, za nimi Tsunade z patelnią (- Co, nie smakuje zupa???)
Wbiegli do strumienia i zaczęli pić.
- Ileś im tam wsadził?
- Czy to ważne?
Oro zeskoczył z drzewa prosto na mnie, przygważdzając mnie do ziemi.
- Tak bo wszytsko zepsułeś. Mieli się rozbiec do kuchni i łazienki, tam gdzie są na nichz astawione pułapki.
- Ej gdzie te łapy!!
Oor grzebał mi po kieszeniach. Nagle zrobiłminę jakby mu kto postawił PIT prze nosem. i powoli wyciągnął... jeeeeedną pustą tubkę... druuuuugą pusta tubkę.... trzeeeeecią pustą tubkę
- Au!- walnął mnie poo gębie
- Ty sadysto! KUKUKU
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać! Hehe. Ej! To parapetówa no nie? Żeb y nie było ze nie wyszła, ani jedna szklanka nie może zostać cała. Oro dość luźnie potraktował pojecie "szklanka".
Staliśmy w blasku lampek płonącej choinki. Tsuni dalej goniła Dana z patelnią, Nawaki już padł.
- Wesołych swiat Oro.
- Wesołch świąr Arashii.
- Ooops!
- Co ooops?
- Mówiłeś żę zastawiłes pułapki w kiblu i kuchni?
- AAAAAAA!- rozległy się równocześnie głosy Trzeciego i Perwersa.
*wzrok niewiniatka*
- Kto, ja?
Uwielbiam kiedy Oro robi taką minę. On ma Ten Styl. Co za facet!
Ogień dorwał się już do buteleczek z sake na choince. Mielismy więc nawet petardy.
Przeskrobał dla was Yoni
wtorek, 3 stycznia 2006 17:47:22
komentarze [8]
Nigdzie w tym nie idziesz młoda damo!
Dywanik u Hokage
- CZY WY SOBIE ZDAJECIE W OGÓLE SPRAWĘ, COSCIE NAROBILI??!! Nie... niehehe... pewnie że nie... A ty Arashii już na pewno nie! Ty... ty... zakalcu w chlebie na zagryche, ty...
- Buuu...- płakał Nawaki- on mnie do wszytskiego namówiiił *chlip*- to wszystko jeeego wii*chlip*naaa
- Wiem, mój drogi, wiem, nie przejmuj się *głaszcze*, ja wiem że to nie twoja wina- Sandałme odwrócił powoli głowe w strone Oro, który trzymał mnie za rękę, tak żeby nikt nie widział. Pytanie, czy chciał mi dodac otuchy, czy sam sie bał.
- A co do ciebie Orochimaru...- Czcigłodnemu oczy zabłysnęły na czerwono- zostaniesz tu jeszcze chwile, z tobą policzę sie osobiście... Zresztą, ty Arashii też zostaniesz.
Nawaki wychodził z biura, szepnęłem mu do ucha
- Jeszcze nie skończyliśmy.
- No baa.
Zostaliśmy sami.
- Poczekajcie moment..- stary grzebał cos w szufladzie biurka- o mam ^^- wyciagnął dłuugie kolczaste nunczako.
***
Oro był bardzo zajęty mocowaniem sie z Tsunade w celu zabrania jej butelki.
- No nie bądź taka, pomóż kumplowi *wazelina* daj coś zimnego przyłożyć...
- Znaj moje dobre serce ^^ TRACH - Masz :*- rozbiła mu butelkę na głowie
Ja w tym czasie pucowałem cały dom, może Perwers jak wróci nie bedzie aż taki zły jak ozbaczy porządek.
- No heeej!! Zabrudziliście mi podłogę!!
Orusiowi krew ściekała po twarzy.
- Och wybacz, Arashii, daj wytrę.- Tsunade zabrała mi szmatę do podłogi i wpakowała Padalcowi na twarz. W imię przyjaźni.
- AAAA! Nie wybaczę!!- Złapał Tsuni za włosy i wpakował jej głowę do wiadra z brudną wodą, i zaczął nia wycierać podłogę.
- Weź już rób to porządnie jak musisz...- powiedziałem zmęczonym głosem.
- A co ja jestem, sprzątaczka?
- A JA ŚCIERKA??!!
- No weź, Oro...
Tsuni i Oro tak sie spojrzeli po sobie. Zabrali sie do pomagania mi. Jak już było posprzątane to padli i zasnęli. Co tu z nimi zrobić, na podłodze tak nie zostawię... Dam ich na kanapę. Sam walnęłem sę na swoje wyrko później.
Drzwi do domu otworzyły się, a w nich stali Jiraiya, Dan i Anko.
0______0
- Sensei???
- Tsunadee!!!! Czemu Orochimaru na tobie leży??
- Oro sensei ;-;
Wspomniana dwójka powoli otworzyła oczy. Popatrzyli chwilę w szoku na siebie. Ale byli zbyt niepryztomni żeby myśleć.
- O-oroo??
- Tsuande? Co tu jest...
- Dajcie mi spać, zgaście to swiatło...- powiedziała sennie Tsuanade i z powrotem zasnęła wtulona w Oro.
- Właśnie- Oro poszedł za jej przykładem.
****
Cicho wszędzie, głucho wszędzie. Oto otoczona zewsząd lasami, cicha i spokojna osada ninja Konoha-gakure. Gdzieś tam w ciszy nocnej ćwierkaja cicho ptaki, gdzieś tam pewien Dan szykuje sobie linę. Gdzieś tam w podziemiach pałacu Hokage, Sandałme poleruje swoją wieżę hi-fi. Gdzieś tam przyszły Czwarty Hokage dostaje ochrzan. Gdzieś tam ta cisza była na tyle głośna by zbudzić dwie postacie.
- Oro??
-Tsunade??
AAAAAA!
Przeskrobał dla was Yoni
sobota, 31 grudnia 2005 17:27:52
komentarze [4]
grunt to zabłysnąć
na groźbę Daii napisałam notę, krótka, bez sensu, ale jest
Wesołych świąt wsyzstkim tym którzy komentują, i tym co ostatnie dwie notki olali, ale co tma, czas wybaczania jest, prawda? Ale żeby mi to było ostatni raz
*** Ichiraku ***
- Mały... co ja ci mówiłem na temat wywracania misek do góry dnem i gapienia sie w fusy ramenowe? Zabrudzisz mi ladę. Lepij powiedz o co chodzi tym razem...
*Arashii siedzi gapiąc się w ladę, ciuchy porozciągane, podziurawione, włosy potargane*
- Praca mnie wykańcza...
- Arashii! - oł jeah, Nawaki i jego banda pucusi, światło odbijające sie od jego opaski dawało mi tak mocno po oczach, pewnie spędził całe popołudnie polerując ją.
- To co naniu, może mały pojedynek SHINOBI?? *nacisk na to słowo* Aaaa.. ojeju zapomniałem, ty nie jesteś- pokazując palcem na opaskę- shinobi... niach niach niach ^^
- ... *nie wdawać sie w bójki, nie wdawać sie w bójki bo mnie wywalą z domu*
- Spokojnie mały- starał sie uspokoić mnie Rameniarz.
*nie wdawac sie w bójki, nie wdawać sie w bójki*
- Dobra, pojedynek, jeden na jednego!! Chyba, że boisz się sam, to możesz wziąć załogę. - powiedziałem. Tzw 'załoga' z deka się cofnęła. Chyba się tego nie spodziewali.
- Huh? *groźne oczka* Ja miał bym się bać? Ciebie?
*Arashii wali najbardziej narutowsko-szelmowskie spojrzenie jakie tylko można*
- No ba...
- A kto będzie sędzią?
- Heh... Kazekage we własnej osobie, a kto...
- K-kazekage?- Nawaki zrobił minę jakby miał skarbonkę Tsunade w swoich delikatnych wnętrznosciach, a ona właśnie chciała isć zagrać.
- No taaa.. a co *luzacka mina*- po co sie rozdrabniać
- Mwehehehehehe palancie! *powszechny brecht* Konoha i Suna są w stanie wojny... jak chcesz to zrobić idioto? Kazekaaage mhm, slyszeliscie chłopcy? *brecht*
- Wchodzisz w to czy nie, bo nie mam czasu na bzdury.- powiedziałem stanowczym tonem
- Heh.. jasne!
- To idziemy!
- Huh? Ty tak.. na serio?- nuta przerażenia
- No baaa...
Zaprowadziłem Nawakiego na zewnątrz osady. Po drodze widziałem, jak wstawiali nowe drzwi w bramę, ale kiedy tylko mnie zobaczyli, zaraz uciekli. Drzwi tylko tak przypadkiem spadły Trzeciemu (drącemu się 'Nigdzie nie wychodzisz ty pasożycie!!!") na stopę. Dobra, dziadyga z głowy.
- Hyhyhy- śmiałem sie złowieszczo pod nosem, trzeba robić atmosferę ^^
- Co cię tak bawi? Zaraz dostaniesz w dupę, ramenojadzie!
- Czy on obraził Ramen?- myślałem gorączkowo- no to do roboty!
*** Namiot Kazekage, pola niedaleko Konohy ***
- Aaalfreedzik... ^^- mówił do gumowej kaczki Kazekage
- Czcigodny!!
Kazekage siedział w wannie z duuużą iloscią pianki i bawił się gumową kaczka, którą natychmiast wepchnął pod pianę. Zalał się z deka rumieńcem na wejscie podwładnego i zastanie go w takiej sytuacji.
- Przerywasz mi bardzo ważne posiedzenie!!
- Wybacz panie!! Jacyś shinobi zaatakowali nasze wojska!!
- Co???!! Gdzie, kto, ilu ich jest!!- *squik* kaczka wyskoczyła z wanny- Alfred!! Wracaj do pana!
- Dwóch o pa... o? kaczka...?
- Kur.. ze co? Zwołać wojsko!!
- Ale to tylko dzieci.
- To o co tyle szumu!!! Nie potraficie się dziećmi zając??
- Bo jeden ma tak wypolerowaną opaskę, że oślepia wszystkich!!
- Kur czy ja wszystko musze robić sam!!!
Tym czasem ja i Nawaki tłukliśmy żołnierzy z Suka-gakure. Tzn. on tłukł, bo ja ledwo co widziałem. Nie żeby szło mi źle jednak.
Z namiotu wyszedł jakiś facet w reczniku, ociekający pianą, z kaczką gumową na głowie.
- Bachory wstrętne!! Co wam na głowę padło!!
- My tylko chcemy, żebys ocenił, który z nas jest lepszy!
- Co do cholery??? *kaczka zleciała mu z głowy*- Alfredzik wracaj!! *postawił z powrotem na głowie*
- Buhahahaha!! Alfred?- ten Idiota sie brechtał z Kazekage
- Naśmiewasz się z Alfreda? Wojsko!! Ja chcę tych drani widzieć zmielonych na ramen i to zaraz!!
Zostaliśmy otoczeni przez całą armię. Po co się rozdrabniać prawda? Zwiazali nas i rzucili na klęczki przed Kazekage. Kurde... Co ja mam do cholery zrobić teraz?
- Niach! Odpowiecie teraz za obrazę Alfreda!- gadał głaszcząc gumową kaczuszkę siedzącą mu na ramieniu.
Nagle ziemia się zatrzęsła.
- Co jest kurde?- zdziwił się Kazekage, łapiac sie za ręcznik, żeby nie spadł.
Na horyzoncie pojawiło się tornado. Rozwalało armię, i powoli zbliżało sie w naszym kierunku.
- łożesz... co to kurde?- zasłaniałem sie ręką
Tornado gdy już rozwaliło armię zatrzymało się przy Nawakim.
Trzymając dwóch shinobi za frak, i potrząsając nimi wydało z siebie dziki okrzyk
- GDZIE JEST MOJA BRYLANTYNA!!!!!!!!!
- Oro?- jesteśmy urato....- pomyślałem
- Zabrałeś mi całą brylantyne!! Opowiesz mi za to!!
Stało się jasne czym Nawaki wypolerował opaskę.
- ...zgubieni?
Oro zajął się Nawakim
- Grr... może mi ktoś powiedzieć o co tu do cholery chodzi!!
- Musisz nas rozsądzić. Który jest lepszy, ja czy on- pokazując na tego Idiote ciagniętego za jedną rękę przez Oro (zapłacisz mi za za to!!) a z drugiej przez Tsuande (oddawaj mojego obrata *spoliczkowanie*).
- Lepszy?? Nie wiem!! Wszyscy jestescie równie nienormalni, dajcie mi spokój. Aaaalfred!!
Pewien Hizashi Hyuuga z drzewa przyglądał się z oczyma jak 5 zł, tej akcji.
- Co za moc. Co za siła. Nazwę swojego syna 'Śrubka' (Neji), na cześć tego tornada!
Przeskrobał dla was Yoni
sobota, 24 grudnia 2005 15:55:37
komentarze [18]
chcemy bawić się
- Tak, i nie dyskutuj!! Od dzisiaj zarabiasz na siebie sam!! *TRZASK*
Wywalił mnie za próg i zamknął mi drzwi przed nosem. Stałem tam jeszcze przez chwilę w szoku. Ja... Opiekunem do dzieci? Czy on zwariował? Nie mógł mi lepszej roboty wymyślić? Chyba sam Sandałje z Psunade mu ten pomysł podsunęli, no! Ja się tak nie bawię!!
Drzwi otworzył się jeszcze na moment.
- I masz mi tej kasy nie przepierdzielić!
- Nie jestem tobą... poza tym nie pije.. *nadąsany*
- Wiesz dobrze o czym mówie! Masz szlaban na Ichiraku!! I wszelki inny ramen!!
Buju buju, zygu zygu marcheweczka
- Bo pożałujesz!!
Srutututu pęczek drutu
- Już!! Won mi sprzed nosa!!!
Mhm, tia, mhm, aha.. tak, jasne
Poszedłem..... Chowałem się po zaułkach, może nikt mnie nie zauważy...
Po drodze Nawaki... ehhe, zapamiętałem imię, hehe, pewnie zdziwieni jesteście, ale jaaa.. jesteeeeeeem miiiistrzem w końcuuu.... i w oooogóle rząąądzęęę
- Bo mam je wypisane na transparencie z okazji powodzenia ostatniej bardzo ważnej dla osady misji!! I dziemy swiętować...- odwrócił transparent tyłem do mnie i poszedł dalj się wozić po wiosce
Więc ten debil, brat Tsunade, Tak, już zapomniałem imienia! Xp wpadłem na niego po drodze.. i...
- HEHEH Arashii! Zmieniamy profesję co? Niańka do dzieci... *powszechny brecht*
- Zostanę Hokage, taaak? *jeszcze większy brecht*
Zacisnąłem pięści. Co zrobić. PUFF Pojawił mi sie taki aniołek ze wstążkami we włosach koło mojej głowy...
- Nie krzywdź, i tak jest tępy, a tak to oberwiesz od Psunade
PUFF Pojawił się diabełek z miską ramenu
- Na co czekasz? Pokaż mu kto tu rządzi!
-....
Już szykowałem pięść...
PUUUUUFFF!!
- Co ty wyprawiasz debilu, nie potrafisz sobie z bachorem poradzić??
- Oro????? Co ty tutaj?? Nie jesteś moim sumeniem!!
- S-czym?
- Sumieniem! A nie ważne! Spadajcie wszyscy!
Co wybrać?... Jiraiya wywali mnie z chaty...
Odszedłem... Ale jeszcze im pokaże
***
W dziczu domowego zacisza, rozkoszna gromadka przyszłych poborców podatkowych/wampirów czy innych charpii, skakała sobie w najlepsze, po czymś, co raczej nie przypominało wyglądem istoty ramenożernej.
- My chcemy się bawiiić!!!!
- Skakać!!
- Pobawmy sie w wiselca!!
- Aaa taaam.... zróbmy Marzannę!!
- Dobra!
- Dobra!!
- On jest Marzanną!
- Ej to w marcu się robi!!
- Trudno!
- Trudno!
*knockout*
Dzieciarnia niczym jeden mąż, zabrała matce jej najlepsza sukienkę, i zamknęła ową w wieży, by nie portestowała za bardzo, dorzuciła kilka wstążek, w poszukiwaniu odpowiedniego nakrycia głowy udała się przez mroczne lochy w kierunku komnat ojcowskich, po to aby, za siedmioma puszkami po piwami, za siedmioma swierszczykami, odnaleźć w ukrytej skrzyni...
- E? Różówa, koronkowa bielizna?
- Auć!
Arashii był juz tymczasem przymocowany do kija od miotły, na której niegdyś zła wiedźma, ex-opiekunka(którą wykończyli) latała na Górę Stonkownic (kojarzyć z biedronką) na prawdziwy wiedźmowy Rabat (kojarzyc z sabatem, dzieci coś przeinaczyły).
Założyli Arashiiemu na kwiatkową sukienkę, różową, koronkową bieliznę ojcowską, i tańcząc i śpiewając udali sie nad rzekę w celu pożegnania zimy/pozbycia sie kolejnego psa. Wystawili poza poręcz mostu.
- Najpierw się podpala, czy wrzuca do wody?
- E.. dobre pytanie... chyba najpieeerw.... najpierw trzeeba ocucić, aby czuł, ze umiera
- Co?
- Co??
- Nie wiem, tak robili na filmach, zanim kogoś nabijali na pal.
Jeb! Jeb!- wojskową chochlą *w i tak już zmaltretowaną buziunię Yoniego*
- Auć!!
Auuu.. czemu mnei budzili.. po co
PLUSK
Jeszcze mnie wodą oblali.. nie.. zaraz.. to? *niuch niuch* Spiryt??!!
Trzask- zapalana zapałka
ostatnie spojrzenia w błyszczące ogniem oczy, swiecące próchnicą zęby...
wtorek, 13 grudnia 2005 16:49:32
komentarze [12]